EN / PL

Klimat pod znakiem Słońca

20-09-2020

Tematem przewodnim trzeciego wydania magazynu ClimateNow! jest Słońce i jego wpływ na zmiany klimatu. Czy faktycznie zachodzą one z powodu zmian na Słońcu? A może jednak w wyniku działalności człowieka? O związek między Słońcem, a klimatem zapytaliśmy dr Tomasza Mrozka, astronoma pracującego w Instytucie Astronomicznym Uniwersytetu Wrocławskiego i w Zakładzie Fizyki Słońca Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk.

Czym jest Słońce czy i jaki ma wpływ na klimat na Ziemi? 
Słonce jest gwiazdą. To przede wszystkim. Aż 75 proc. masy Słońca stanowi wodór, praktycznie resztę dopełnia hel. Pierwiastki takie, jak tlen, węgiel, żelazo czy neon stanowią łącznie około 1,7 proc. masy Słońca. Jest gwiazdą stosunkowo niedużą. Wynikają z tego jego pewne cechy. Słońce to tzw. karzeł, który ze względu na swoją małą masę ma bardzo specyficzne sposoby transportu energii z wewnątrz. Przekształcając wodór w hel, Słońce generuje ogromną energię, która musi być przetransportowana do powierzchni, dzięki czemu gwiazda się nie rozpada. W procesie tym, w każdej sekundzie, Słońce produkuje około 1026 dżuli energii, co jest porównywalne z energią elektrowni o mocy przekraczającej 1026 wata. Mówiąc bardziej obrazowo – wyobraźmy sobie, że energia z tylko jednej sekundy starczyłaby na parę dobrych milionów lat funkcjonowania ziemskich systemów energetycznych. To rzeczywiście bardzo dużo. 

W procesie transportu energii z jądra, energia wpierw jest unoszona przez promieniowanie, potem poprzez konwekcję. Obszar graniczny między warstwą promienistą a konwekcyjną (tahoklina) jest równocześnie obszarem, w którym Słońce przestaje rotować jak bryła sztywna, a zaczyna się zachowywać bardziej jak płyn. Słońce w przeważającej większości składa się z naładowanych cząstek gazu, które poruszając się w tahoklinie i warstwie konwekcyjnej, naturalnie tworzą i wzmacniają pole magnetyczne. To czyni Słońce gwiazdą magnetycznie aktywną. W  słonecznym polu magnetycznym zgromadzona jest bardzo duża energia. Kiedy  poskręcane, pełne energii struktury magnetyczne wypływają na powierzchnię, w naturalny sposób dążą do stanu o niższej energii, podczas którego dochodzi do zmiany konfiguracji pól i ich przełączania. Zjawisko przełączania i szybkiej zmiany  konfiguracji pól nazwane jest rekoneksją. Rekoneksja jest przyczyną wyrzutów koronalnych na Słońcu, rozbłysków słonecznych i powodowanych przez nie burz magnetycznych. Powoduje także impulsywne grzanie korony słonecznej. Podczas przełączania energia pól magnetycznych  zostaje uwolniona. Jest wtedy przekazywana na podgrzanie gazów w atmosferze słonecznej i przyspieszanie cząstek do wysokich energii. To proces, który zachodzi w ciągu minut, a uwalniania jest energia rzędu 1025-1026 dżuli, a nawet więcej. Rozbłyski słoneczne cechują temperatury przekraczające nawet 20 milionów stopni. To bardzo gwałtowne zjawisko, które się dzieje na dużym obszarze, największe bowiem rozbłyski mogą  zachodzić w obszarach o rozmiarze wielu dziesiątków tysięcy kilometrów.

Innym procesem są tzw. koronalne wyrzuty masy (ang. coronal mass ejection, CME). Może być on stowarzyszony z rozbłyskiem, nieraz występuje samoistnie ale jest też zjawiskiem, które wiąże się z rekoneksją pól magnetycznych. CME jest porównywalne energetycznie do rozbłysków słonecznych, natomiast ich zasięg i skala oddziaływania na Układ Słoneczny jest kompletnie inna. Przemieszczają się w przestrzeni międzyplanetarnej. Wylatując ze Słońca, uzyskują bardzo duże prędkości – niejednokrotnie przekraczające 2 tysiące kilometrów na sekundę. To powoduje, że docierają też do Ziemi. Koronalne wyrzuty masy to jeden z elementów, możliwe że nawet kluczowy, który wpływa na zaburzanie bezpośredniego otoczenia kosmicznego Ziemi i ziemskiej magnetosfery. Z tym związane są różnego rodzaju zagrożenia takie jak zakłócenia komunikacji, niszczenie sieci energetycznych, a także zorze polarne. Z punktu widzenia klimatu, CME to jest zjawisko mniej istotne, bo krótkotrwałe – trwające kilkanaście, nieraz kilkadziesiąt godzin. 


Słonce jest niezwykle aktywne. Ta aktywność ma wpływ, przynajmniej pośredni, na klimat. Czy tendencja tych oddziaływań jest słabnąca, czy rosnąca? 
Pole magnetyczne i związana z tym liczba zjawisk aktywnych, takich jak rozbłyski, koronalne wyrzuty masy i jeszcze kilka innych, to zjawiska związane z aktywnością magnetyczną Słońca. Poziom aktywności wiążemy z kolei z tzw. plamami słonecznymi, czyli obserwowanymi ciemniejszymi obszarami na powierzchni Słońca, którego charakterystycznymi cechami są temperatura niższa niż temperatura otoczenia i silne pole magnetyczne. Dużo plam na powierzchni Słońca to dużo pól magnetycznych, dużo zjawisk aktywnych, wysoka aktywność Słońca. Oczywiście ta aktywność nie jest taka sama, zmienia się w cyklu mniej więcej jedenastoletnim. Krótko mówiąc co około 11 lat występują takie momenty, kiedy plam na powierzchni Słońca jest bardzo mało lub nie ma ich wcale. Pomiędzy dwoma minimami zawsze jest moment, kiedy plam jest dużo. Tym samym dużo zjawisk aktywnych oraz duża aktywność Słońca, wtedy mówimy o maksimum. Poszczególne maksima są różne. Raz plam, porównując poszczególne maksima, jest więcej, raz mniej. Może to być efekt nakładania się kilku cykli aktywności o różnych długościach. W połowie XX wieku, w latach 50., 60., 70. i następnych maksima były bardzo silne. A jednocześnie ostatnie, które właśnie minęło, było bardzo słabe. Słońce było aktywne, wygenerowało silne zjawiska ale w porównaniu do poprzednich kilku cykli aktywności, było wyraźnie słabsze. Ciekawym zjawiskiem było z kolei ostatnie i przedostatnie minimum, czyli obecne i to poprzedzające je. To było najmniejsze minimum od około 100 lat, Słońce tak spokojne jak to obserwowane obecnie, a także 10-11 temu, było na początku XX wieku. 

Jakie są tego skutki?
Nie do końca znamy konsekwencje, aczkolwiek próbujemy je zrozumieć. Wiemy, że cykliczności co jakiś czas mogą tak nałożyć się na siebie, że aktywność magnetyczna Słońca zatrzymuje się na wiele lat. Taki okres przynajmniej raz obserwowaliśmy, nie tyle osłabienia, co praktycznie wygaszenia aktywności Słońca. W II połowie XVII wieku plam było bardzo mało, w zapiskach z tego okresu jest mowa o pojedynczych plamkach. Zdecydowanie powodem nie były słabe instrumenty obserwacyjne, bowiem w tym czasie prowadzone były już obserwacje teleskopowe. Sam Galileusz i cały szereg współczesnych mu naukowców, prowadzili obserwacje Słońca i już wówczas obserwowano plamy. Szczęśliwie obserwacji tych jest na tyle dużo, że dzięki nim dało się odtworzyć przebiegi cykli aktywności, także tych z początku XVII w., przy czym II połowa XVII w. była bardzo mało aktywna. W tym samym czasie w relacjach historycznych pojawiają się informacje o bardzo ostrych zimach na półkuli północnej. Czy to zbieg okoliczności, czy jednak sprzężenie między Słońcem, a Ziemią? Hipoteza robocza jest taka, że ten związek Słońca z Ziemią jest. Przesłanką jest to, co zaobserwowano w II połowie XVII w., czyli związek między niską aktywnością Słońca, a srogimi zimami. Jest także sporo relacji historycznych, które mogłyby to potwierdzić. Począwszy od obrazów, na których uwieczniono targ na zamarzniętej Tamizie, co współcześnie jest niewyobrażalne, poprzez relacje o zamarzniętym Bałtyku. Oczywiście musimy to odpowiednio interpretować. Bałtyk cały nie zamarzał, zamarzały zatoki i faktycznie umożliwiało to regularne połączenia ze Szwecją traktami, przy których stawały karczmy i punkty wymiany koni m.in. w obszarze Zatoki Fińskiej. W polskim hymnie jest zresztą wzmianka o tym fakcie, cyt. „Jak Czarnecki do Poznania wracał się przez morze” (tekst według pisowni rękopisu Wybickiego – przyp. red.), czy w wersji współczesnej „Jak Czarniecki do Poznania (…)Wrócim się przez morze”. Faktycznie Czarniecki z armią przeprawił się przez zamarzniętą zatokę Als Sund. To są oczywiście wątki historyczne. One sugerują jednak, że taki związek mógłby istnieć, ale trudno określić na ile. Tym bardziej, że obserwacje dotyczą krótkich okresów czasu.

Czy można więc w inny sposób określić poziom aktywności Słońca?
Tak, sposobem są pomiary izotopów promieniotwórczych, węgla (14C) i berylu (10Be). Obfitości izotopów wyraźnie korelują z aktywnością Słońca. To otwiera drogę do ilościowych pomiarów i sięgnięcia w przeszłość w dłuższej perspektywie aniżeli ostanie 400 lat. Dzięki temu zmienność słoneczna daje się odtworzyć na tysiąc, 10 tysięcy lat. W okresie nazywanym przez klimatologów optimum średniowiecznym (okres między IX, a XII-XIII w. n.e.) kiedy (lokalnie) temperatury były nieco wyższe, w Polsce uprawiano wino, a na Grenlandii znajdowały się osady wikińskie. Trudno powiedzieć, czy była ona zieloną wyspą, aczkolwiek warunki pozwalały się na niej osiedlić. Analiza zapisów geologicznych, wynikających z pomiarów izotopów promieniotwórczych wskazuje, że aktywność słoneczna była wtedy podwyższona,

Czy pozwala to więc mówić o dowodach wprost na związki między Słońcem, a klimatem na Ziemi?
Niewątpliwie Słońce dostarcza energii. Można powiedzieć że całkowicie zależymy od „humorów” Słońca, z punktu widzenia całkowitej energii którą dostarcza, tego co produkuje we wnętrzu, a następnie wypromieniowuje. Poziom wypromieniowanej energii jest bardzo stabilny, on się troszeczkę zmienia wraz z cyklem aktywności słonecznej, ale ta zmiana jest na poziomie ułamków promila. To niewiele, i z punktu widzenia klimatu, dawno rozstrzygnięto, że fluktuacje dostarczania energii promienistej są za małe żeby wywoływać znaczące skutki na Ziemi. Aktywność magnetyczna to kompletnie inny zestaw czynników i oddziaływań Słońca na Ziemię niż strumień promieniowania, który dociera do Ziemi.

Skoro zmiany ilości promieniowania docierającego do Ziemi są tak niewielkie, to dlaczego widzimy korelacje pomiędzy okresami kiedy było chłodniej, a okresami niższej aktywności  Słońca i na odwrót?
Tu kierunek badań jest kompletnie inny, tu nie zajmujemy się promieniowaniem Słońca, a polami magnetycznymi i zjawiskami aktywnymi, które w koronie słonecznej są widoczne, czy obserwowane. Z punktu widzenia nas na Ziemi wiemy, że żyjemy w ośrodku, który nazywamy heliosferą. Bardzo rozrzedzoną warstwą, czymś, co jest naturalnym przedłużeniem korony słonecznej i zewnętrznej warstwy atmosfery Słońca, naturalnym przedłużeniem w przestrzeń międzyplanetarną. Heliosferę kształtuje wiatr słoneczny, będący strumieniem naładowanych cząstek, emitowanych przez Słońce we wszystkich kierunkach.

Czy heliosfera i jej zmiany mogą wpływać na to, co się dzieje na Ziemi?
Według badań z przełomu wieków – końca lat 90. i początku dwutysięcznych, okazało się że  widoczne są korelacje. W okresach niskiej aktywności magnetycznej Słońca, obserwujemy okresy większego zachmurzenia chmurami niskimi. Promieniowanie kosmiczne i galaktyczne, docierające z różnych miejsc galaktyki, czyli cząstki jak protony, kwanty promieniowania wysokoenergetycznego, czy jądra atomów (np. żelaza), wpadając w atmosferę, mają dużą prędkość i uderzając wszystko co napotykają na drodze, przekazują cześć energii. To jest podstawa procesu, który powoduje pojawianie się w atmosferze ziemskiej tzw. wielkich pęków atmosferycznych. Taki wielki pęk atmosferyczny to struktura o rozmiarach długości parudziesięciu kilometrów rozciągająca się na kilkaset metrów, a nawet kilka kilometrów przy powierzchni Ziemi (struktury wygenerowane przez pojedynczą cząstkę). Zaczęto szukać, czy czasami takie pęki, w niektórych warstwach atmosfery, gdy są do tego warunki, mogą sprzyjać kondensacji pary wodnej. Główną postacią tych badań jest naukowiec Henrik Svensmark z Duńskiego Instytutu Badań Kosmosu. Wywołał on burzę sugerując, że wysokoenergetyczne promieniowanie kosmiczne może prowadzić do tworzenia się większej ilości chmur oraz oziębienia klimatu i odwrotnie. Że zmienna siła wiatru słonecznego – strumienia naładowanych cząstek, wypływających ze Słońca – może prowadzić do zmian strumienia promieniowania kosmicznego. Nie pasowało to do wcześniejszych bilansów klimatycznych. Wszystkim jednak umknęło, że Svensmark nie chce udowadniać że ludzie nie mają wpływu na klimat ziemski. Svensmark znalazł czynnik, który do pewnego stopnia jest w stanie go modulować. To nie wytłumaczenie. Po prostu korelacja miedzy promieniowaniem kosmicznym, a zachmurzeniem i stąd, co naturalne, pytanie badacza o źródło zjawiska. 

To są bardzo ciekawe korelacje. 
Tak. Szczególnie ciekawa jest teoria rosyjskiego fizyka Aleksandra Guriewicza z początku lat 90. XX w., który sugerował, że wyładowania atmosferyczne są spowodowane promieniowaniem kosmicznym. Różnica potencjału między chmurą, a Ziemią jest jednak za mała, aby wytłumaczyć tak dużą liczbę obserwowanych wyładowań atmosferycznych. Aczkolwiek są odkrycia, które potwierdzają że dużą część wyładowań można by wytłumaczyć nadbiegającymi cząstkami promieniowania kosmicznego. W okresach gdy promieniowania kosmicznego jest mniej przy powierzchni Ziemi, jest też średnio mniej wyładowań w miejscach, gdzie zwykle jest ich bardzo dużo. Są przesłanki, które pokazują związek między tym, co się dzieje na Ziemi, nawet blisko powierzchni, a ilością promieniowania kosmicznego, docierającego do jej powierzchni. Ilość promieniowania kosmicznego docierającego do Ziemi jest ściśle związana z poziomem aktywności Słońca. W okresach wysokiej aktywności, kiedy Słońce wysyła w przestrzeń międzyplanetarną dużo wyrzutów masy, wypełniają one całą heliosferę. Koronalny wyrzut masy to gmatwanina pola magnetycznego i cząstek. Heliosfera jest wypełniona, i zaburzonym polem magnetycznym, i cząstkami, i to powoduje że Układ Słoneczny jest lepiej ekranowany przed promieniowaniem kosmicznym, dopływającym z zewnątrz. Jemu trudniej jest przeniknąć do wewnętrznych obszarów Układu Słonecznego, w okolice, w których Ziemia krąży dookoła Słońca. Kiedy Słońce jest mniej aktywne, zjawisk jest mniej, szczególnie koronalnych wyrzutów masy. Wiemy, że jest związek miedzy stanem heliosfery, a ilością promieniowania kosmicznego, a jednocześnie widzimy że przy powierzchni Ziemi to promieniowanie – jeśli tu dociera, to może wywoływać mierzalne efekty. W związku z tym oczekujemy ich, i obserwujemy modulację tych efektów z aktywnością Słońca.

Kompletnie czymś innym jest tego skala. Obecnie nie jesteśmy w stanie powiedzieć jednoznacznie, choć w raporcie IPCC (Intergovernmental Panel on Climate Change) – Międzyrządowego Panelu ds. Zmiany Klimatu wybrzmiewa, że przekroczona została granica i efekty modulowania ziemskiego klimatu przez Słońce są maskowane przez aktywność człowieka. Gdybym miał odpowiedzieć na pytanie czy Słonce wpływa na ziemski klimat to obiema rękami mogę się podpisać i powiedzieć, że wpływa. Kompletnie jednak inną kwestią jest proporcja między tym wpływem, a działaniami człowieka. 

W stronę Słońca wysłana została sonda Parker Solar Probe, której zadaniem jest ustalenie, dlaczego korona słoneczna jest o wiele gorętsza niż jego powierzchnia, a także jaki ma to związek z polem magnetycznym. Misja sondy słonecznej jest uważana za jedną z najważniejszych w historii ludzkości. Co powiedzą nam wyniki badań?
Parker Solar Probe to sonda, która przede wszystkim ma zbadać to, co się dzieje w wietrze słonecznym, i to zarówno podczas okresów niskiej, jak i wysokiej aktywności słonecznej. Z perspektywy czasu, w którym ta sonda działa (obecnie mamy czwarte zbliżenie do Słońca), na razie uczymy się tego co się dzieje w obrębie pojedynczego cyklu aktywności. Teraz jesteśmy w minimum, więc de facto sonda Parker bada jak wygląda wiatr słoneczny w pobliżu Słońca w okresie minimum. Okazało się że wiatr jest dużo bardziej nieprzewidywalny, niż się wydawało wcześniej, że są drobne struktury, które w odległości jednej jednostki astronomicznej (tak jak się znajdujemy od Słońca) rozmywają się i dlatego nie były wcześniej obserwowane. Parker jest pierwszą sondą, która tak bardzo zbliża się do Słońca. Teraz jest w okolicach peryhelium, w odległości mniejszej niż 20 milionów kilometrów, docelowo w 2024 r. zbliży się do fotosfery na odległość 6 milionów kilometrów – jej umownej powierzchni. Sonda Parker Solar Probe odkrywa drobne struktury w wietrze, bardzo drobne zmiany w sensie skali rozmiarów, zwrotów pól magnetycznych, widać że ten obszar jest dużo bardziej nieprzewidywalny i turbulentny, niż się wcześniej zakładało. Jeśli sonda przeżyje kilka lat, na tyle długo żeby można było opisać jak wygląda zmienność tych obszarów w trakcie cyklu aktywności, to będzie można mówić, że sonda zacznie odkrywać tajemnice wieloletniej aktywności Słońca. 

W tym roku swoją misję rozpoczęła kolejna sonda – Solar Orbiter, jakie będzie jej znaczenie w prowadzonych badaniach?
Solar Orbiter da wyniki dopiero po kilku latach działania, choć jest tak zaprojektowana, aby obserwować Słońce od początku przebywania na orbicie i żeby rejestrować oraz śledzić zjawiska krótkotrwałe (w tym rozbłyski, koronalne wyrzuty masy). Trzeba jednak podkreślić że  sondy są komplementarne względem siebie. W porównaniu do Parker Solar Probe, Solar Orbiter będzie obserwowała Słońce z daleka, za pomocą teleskopów. W momencie największego zbliżenia będzie to zbliżenie na poziomie około 40 milionów kilometrów, czyli wewnątrz orbity Merkurego. Natomiast nie tak ekstremalnie blisko jak w przypadku sondy Parker Solar Probe. Dzięki teleskopom Solar Orbitera, Słońce będzie bardzo dokładnie obserwowane, a  cząstki i pola magnetyczne będą analizowane przez detektory w miejscu w którym sonda będzie się znajdować. Ta komplementarność sond da dużo danych, które pozwolą zgłębić tajemnice zjawisk aktywnych, krótkotrwałych. Po kilku latach działania Solar Orbiter, która z każdym obiegiem wokół Słońca będzie wynoszona coraz wyżej nad ekliptykę, zacznie obserwować okolice biegunów słonecznych. To są obszary, których do tej pory nie widzieliśmy dobrze. Z orbity Ziemi widać je z wielkim skrótem perspektywicznym. To są obszary krytyczne ze względu na budowanie modeli długotrwałej aktywności słonecznej. Tam zachodzą najważniejsze procesy z punktu widzenia wieloletniej ewolucji pól magnetycznych w skalach czasu dłuższych niż cykl 11 letni. To będzie duży krok w zrozumieniu tego co dzieje się z polami magnetycznymi. Te obserwacje do pewnego stopnia pozwolą zrozumieć zjawiska na przestrzeni lat np. czy realna jest koncepcja że nadejdzie okres wygaszenia aktywności, a więc możliwego ochłodzenia. 

Jaki wkład w badania Słońca mają polscy badacze?
W misję Solar Orbiter zaangażowani są polscy naukowcy, pracujący przy poszczególnych instrumentach, jak np. spektrometr promieniowania ultrafioletowego Spice. Kierownikiem konsorcjum pracującego nad spektrometrem jest dr Andrzej Fludra, który doktoryzował się na Uniwersytecie Wrocławskim, a obecnie pracuje w Wielkiej Brytanii. Z kolei zaangażowanym w budowę koronografu Metis był prof. Arkadiusz Berlicki, heliofizyk z Instytutu Astronomicznego Wydziału Fizyki i Astronomii Uniwersytetu Wrocławskiego. Największy udział mamy jednak w instrumencie STIX, w którego budowę była zaangażowana duża grupa (ok. 20 osób) inżynierów i naukowców z Centrum Badań Kosmicznych PAN. To teleskop promieniowania rentgenowskiego, wyjątkowa konstrukcja. Teleskop STIX służy obserwacjom rozbłysków słonecznych i emisji rentgenowskiej ze Słońca. Aktywne magnetycznie Słońce jest także gwiazdą emitującą sporo w zakresie promieniowania rentgenowskiego. Polska  miała udział zarówno w fazie opracowania konstrukcji jak i budowy tego instrumentu. Nasz udział przed wystrzeleniem sondy był na poziomie 20 proc., drugi co do znaczenia, zaraz po udziale szwajcarskich naukowców, którzy zarządzają eksperymentem. Polscy naukowcy z Centrum Badań Kosmicznych  i Uniwersytetu Wrocławskiego są także zaangażowani obecnie w fazie pomiarów w kosmosie jak i w analizę danych. To największa grupa naukowców spośród wszystkich krajów zaangażowanych w eksperyment STIX. Imponujące. Rzadko się bowiem zdarza, aby Polska była zaangażowana w tak pionierską misję kosmiczną. Zarówno Parker Solar Probe jak i Solar Orbiter to wyjątkowe przedsięwzięcia.

Czy rok 2020 przyniesie ciekawe zjawiska astronomiczne? Co wyjątkowego będzie można obserwować na niebie? 
W tym roku będziemy obserwować stopniowy wzrost aktywności Słońca, które wyraźnie wychodzi z dołka. Prawdopodobnie nie będzie jeszcze okazji, żeby zobaczyć zorzę polarną w Polsce, ale w przyszłym roku prawdopodobnie tak się zdarzy. Warto na to zjawisko czekać. 

Pod koniec roku obserwowane będzie całkowite zaćmienie Słońca, głównie z terytorium Ameryki Południowej, 14 grudnia 2020 r. Księżyc przesłoni Słońce nad Pacyfikiem. Jego cień przetnie południowy kraniec Ameryki Południowej i w Argentynie, będzie widoczne maksimum trwające ponad 2 minuty. Na półkuli południowej to środek lata więc pogoda będzie sprzyjać obserwacjom. 

Dla tych którzy pozostaną jednak w Polsce, najciekawszym zjawiskiem na niebie będzie koniunkcja – czyli zbliżenie, widocznych prawie w jednej linii Jowisza 
i Saturna. Zjawisko będzie można obserwować 21 grudnia br. Planety znajdą się na niebie w odległości około 6 minut kątowych. To bardzo blisko. Gołym okiem zapewne nie rozróżnimy ani Jowisza ani Saturna, ale przez lornetkę, czy nieduży teleskop, będzie można w jednym obrazie zobaczyć Saturna z pierścieniami i Jowisza z czterema Galileuszowymi księżycami. To będzie niezapomniany wyjątkowy widok! Polecam!

ClimateNow!

CZYTAJ TAKŻE

20-09-2020

CO2 rządzi klimatem

Przeszłe zmiany klimatu pokazują, jak bardzo klimat jest czuły na wahania ilości dwutlenku węgl...

20-09-2020

Opowieść o dwóch filmach

“ Była to najlepsza i najgorsza z epok, wiek rozumu i wiek szaleństwa, czas wiary i czas ...

20-09-2020

Zniknie kluczowa bariera rozwoju elektromobilności – opublikowano projekt rozporządzenia wdrażającego E-Taryfę

Naczelny postulat „Białej Księgi Elektromobilności PSPA”, dotyczący wprowadzenia sp...